11 January 2020

Wilk w worku

Anna Łazar
“Oleksandr Parhomenko” (1942), screenshot from the
Wilk w worku
“Oleksandr Parhomenko” (1942), screenshot from the
Składową wojny hybrydowej rozpętanej w Ukrainie przez Rosję jest m.in. manipulowanie dawnymi konfliktami. Popularne i wykorzystywane we współczesnych sporach politycznych tak w Ukrainie, jak i na świecie wizje przeszłości pełne są bowiem brutalnych redukcji i interpretacji, które mają rozpalić podziały społeczne.

Mykoła Ridny[1] buduje wystawę „Wilk w worku” wokół znaczników pamięci – nie tylko materialnych, typu pomniki, filmy, pieńki do rąbania drewna, ale też performatywnych, jak działanie, opowiadanie, zwyczaje. Artysta zbliża się do historii, posługując się dniem dzisiejszym z jego ogromną komplikacją. Składową wojny hybrydowej rozpętanej w Ukrainie przez Rosję jest m.in. manipulowanie dawnymi konfliktami. Popularne i wykorzystywane we współczesnych sporach politycznych tak w Ukrainie, jak i na świecie wizje przeszłości pełne są bowiem brutalnych redukcji i interpretacji, które mają rozpalić podziały społeczne.

“Wolf in a Sack”, installation views, photo: Maciej Zaniewski. Courtesy Galeria Arsenal

Jednak historia jest dziś też szeroko negocjowana i wraz z rozwojem nowych mediów podlega demokratyzacji. Oprócz ludzi, którzy wykorzystują przeszłość do politycznych przepychanek, pojawiają się też entuzjaści historii. Coraz więcej osób niezwiązanych profesjonalnie z cechem historyków przedstawia własną opowieść o przeszłości oraz chce być w tej historii uwzględnionych. Rośnie akceptacja i zrozumienie dla faktu, że relacja o dawnych wydarzeniach kształtowana jest według reguł narracji, czyli że wiedzę o przeszłości układamy w najczęściej stosowane wzory opowieści i percepcji społecznej (na którą wpływają oczywiście media), oraz że należy też rozpoznawać przejawy dyskryminacji i dążyć do ich niwelowania[2].

Coraz więcej osób niezwiązanych profesjonalnie z cechem historyków przedstawia własną opowieść o przeszłości oraz chce być w tej historii uwzględnionych. Rośnie akceptacja i zrozumienie dla faktu, że relacja o dawnych wydarzeniach kształtowana jest według reguł narracji, czyli że wiedzę o przeszłości układamy w najczęściej stosowane wzory opowieści i percepcji społecznej (na którą wpływają oczywiście media), oraz że należy też rozpoznawać przejawy dyskryminacji i dążyć do ich niwelowania

Wystawa „Wilk w worku” Mykoły Ridnego w białostockiej Galerii Arsenał jest bliska takiego rozumienia historii, a de facto mieści się w kategorii pełnoprawnej wypowiedzi historycznej na gruncie nowej humanistyki, która rekomenduje ujawnianie pozycji autora/autorki oraz jest otwarta na intuicyjne, nawet trudno weryfikowalne indywidualne i niemożliwe do powtórzenia narzędzia sztuki.

Anarchista spętany

Wystawa „Wilk w worku” wychodzi od medium filmu, dopełniona jest obrazami na bazie kadrów filmowych, a także obiektami – pieńkami do rąbania drewna w stalowych obręczach i drzewami w donicach – oraz kopiami dokumentów śledczych wyprodukowanych w początkach ZSRR. Ridny krąży wokół lat dwudziestych XX wieku, czyli okresu ogromnych przewrotów społecznych, a także walk ideologicznych i zbrojnych o terytorium dzisiejszej Ukrainy. Zajmuje się anarchistami. Poszukując archetypu, kompiluje sceny z filmów o anarchistach, które zrealizowano w ZSRR na przestrzeni pięćdziesięciu lat: Czerwone diablęta. Machnowszczyzna w reżyserii Iwana Perestianiego (1923), Aleksander Parchomenko Leonida Łukowa (1942), Optymistyczna tragedia Samsona Samsonowa (1963) i wreszcie Świeć, świeć moja gwiazdo Aleksandra Mitty (1970). Wykrywa dość absurdalny lejtmotyw: anarchista jest zawsze pakowany do worka. Na przykład w Czerwonych diablętach Nestor Machno daje się podejść dwojgu podrostkom i Afroamerykaninowi w czapkach budionowkach. Tak, tak, pozwolę sobie powtórzyć, że w sowieckim filmie z 1923 roku aktywnymi, zwycięskimi postaciami są dziewczyna, chłopak i Afroamerykanin. W tym samym filmie mamy działania dowartościowujące i wyrównujące szanse deprecjonowanych grup, którym przyklasnęlibyśmy i dziś, oraz odbierające podmiotowość innym. Machno – przywódca autonomicznego oddolnego ruchu, twórca Hulajpolskiej Republiki Anarchistycznej, skutecznie walczący w różnych okresach z denikinowcami, petlurowcami i bolszewikami, którego siły zbrojne w najlepszym czasie liczyły 100 tys. osób – zostaje złapany przez dzielną trójcę do worka. Pozbawiony siły, grozy i godności. W worku nie jest nawet więźniem, traci człowieczeństwo.

“Shine, Shine, My Star” (1970), screenshot from the movie
“Little Red Devils” (1923), screenshot from the movie
 

Worek można bić, aż leci z niego kurz. Kiedy worek strzela, jest tylko śmiesznie. Motyw zneutralizowania anarchisty za pomocą wora wędruje przez kolejne filmy, ulegając w latach 70. nieznacznej modyfikacji. W filmie Świeć, świeć moja gwiazdo anarchiści, którzy ze sceny teatru mieszczącego się w zateizowanej cerkwi chcą rozstrzelać publiczność (szlachetnych chłopów, co bez sprzeciwu cały swój majątek oddali kołchozowi), zostają zbiorowo złapani w kurtynę pełniącą funkcję mieszka. Przejście od worka do kurtyny wiąże się z wymianą przedmiotów codziennego użytku. Worek wypadł już w tym czasie z ich kręgu, nadal jednak miał za zadanie neutralizację anarchistów.

W tym samym filmie mamy działania dowartościowujące i wyrównujące szanse deprecjonowanych grup, którym przyklasnęlibyśmy i dziś, oraz odbierające podmiotowość innym. Machno – przywódca autonomicznego oddolnego ruchu, twórca Hulajpolskiej Republiki Anarchistycznej, skutecznie walczący w różnych okresach z denikinowcami, petlurowcami i bolszewikami, którego siły zbrojne w najlepszym czasie liczyły 100 tys. osób – zostaje złapany przez dzielną trójcę do worka. Pozbawiony siły, grozy i godności. W worku nie jest nawet więźniem, traci człowieczeństwo.

Kto dziś pamięta, że anarchiści odbili bolszewikom Hadziacz?

Film Szare konie zrealizowany przez Ridnego w 2016 roku wzbudził w Ukrainie zainteresowanie i żywe dyskusje ze względu na pokazanych tam współczesnych anarchistów. Prezentowany był m.in. na popularnym festiwalu Docudays UA w Kijowie. W Polsce można było go obejrzeć na wystawie „Twarzą do ściany” (2018) w lubelskiej Galerii Labirynt. Jego kanwą są burzliwe losy pradziadka Ridnego – Iwana Krupskiego, który był mało znanym anarchistą działającym w centralnej Ukrainie. Historycy wspominali go przy okazji wygnania bolszewików z Hadziacza. Artysta dotarł do akt z przesłuchań, czyli dokumentów sporządzonych przeciwko jego przodkowi, które należało czytać z dużą dozą sceptycyzmu. Aby znaleźć dodatkową ścieżkę do pradziadka, Ridny zaprosił do filmowej rekonstrukcji dzisiejszych charkowskich anarchistów i milicjantów, jego przodek był też bowiem przez krótki czas milicjantem, przybrawszy fałszywą tożsamość.

Artysta dotarł do akt z przesłuchań, czyli dokumentów sporządzonych przeciwko jego przodkowi, które należało czytać z dużą dozą sceptycyzmu. Aby znaleźć dodatkową ścieżkę do pradziadka, Ridny zaprosił do filmowej rekonstrukcji dzisiejszych charkowskich anarchistów i milicjantów, jego przodek był też bowiem przez krótki czas milicjantem, przybrawszy fałszywą tożsamość.

Ridny unika upiększania na potrzeby filmu, jego prace oddają chropowatość otoczenia, w którym artysta funkcjonuje na co dzień. Chce dotrzeć do anarchisty i milicjanta sprzed stulecia, obserwując ludzi pełniących te role dziś. Tak jakby przyglądał się odciskowi, jaki pozostawia na grupie osób zestaw podobnych poglądów czy zadań.Młodzi anarchiści i milicjanci grający w filmie Szare konie są w wieku jego pradziadka, jednak ich emocje, działania i wybory podlegają szlifowaniu w zupełnie innych okolicznościach. Z pewnością nie mają takiego treningu przemocy jak ktoś żyjący sto lat temu. Dzisiejsi anarchiści używają dynamicznego, sprawiającego wrażenie niefrasobliwie zapożyczonego z przeszłości języka do opisu obecnej sytuacji („ucisk klasy robotniczej”, „narzucanie obcych klasowo pojęć, takich jak patriotyzm czy etniczność”), ale sprawiają wrażenie łagodnych i zrezygnowanych. Ich krótkoterminowym, skutecznie zrealizowanym celem było na przykład udzielenie schronienia i pomocy uchodźcom z Krymu i Donbasu. Zebranie większej grupy zwolenników im się nie powiodło, nawet ci nieliczni ulegli rozproszeniu. Wśród robotników protestujących przeciwko zamknięciu jednego z największych zakładów przemysłowych Charkowa anarchistycznej młodzieży nie było. Co ciekawe, jedno z ujęć Szarych koni pokazuje sen o pobiciu. Oprawcy dopadają anarchistę we śnie i biją go zaplątanego w kołdrę, która wygląda prawie jak worek.

“Wolf in a Sack”, installation views, photo: Maciej Zaniewski. Courtesy Galeria Arsenal

Aaaby zdekomunizować

W rozmowie z dziennikarką Natalią Humeniuk o Szarych koniach artysta mówi, że oburza go sposób, w jaki prowadzona jest w Ukrainie uchwalona w roku 2015 dekomunizacja. Sprowadza się ona bowiem do usuwania z przestrzeni publicznej śladów komunistycznej ideologii, zaś w praktyce zniszczeniu ulegają nie tylko toporne wizerunki komunistów, ale i dziedzictwo kulturowe, zaciera się też ukraiński wkład w sztukę awangardową i lokalna specyfika. Wiele z unicestwianych pomników to przykład dobrej klasy rzeźby. Nie powinny być niszczone, lecz deheroizowane – opatrzone informacją o realiach ideologicznych i propagandowych, w jakich powstały, co wpłynęłoby na bardziej świadomy ich odbiór. Po rozpadzie ZSRR pomniki straciły swoje znaczenie polityczne; nabrały go ponownie, dopiero kiedy sięgnęli po nie tzw. antymajdanowcy i separatyści, czyli zwolennicy opcji łączącej tęsknotę za upadłym imperium z prorosyjskością.

Wiele z unicestwianych pomników to przykład dobrej klasy rzeźby. Nie powinny być niszczone, lecz deheroizowane – opatrzone informacją o realiach ideologicznych i propagandowych, w jakich powstały, co wpłynęłoby na bardziej świadomy ich odbiór. Po rozpadzie ZSRR pomniki straciły swoje znaczenie polityczne; nabrały go ponownie, dopiero kiedy sięgnęli po nie tzw. antymajdanowcy i separatyści, czyli zwolennicy opcji łączącej tęsknotę za upadłym imperium z prorosyjskością.

Jednak oddanie pola Rosji, która aktywnie zawłaszcza i zniekształca przeszłość, to rezygnacja z ważnego doświadczenia historycznego. Ridny mówi, że w Ukrainie należałoby przyjrzeć się długofalowym skutkom ruchów społecznych z początku XX wieku, odejść od przypinania rewolucji zbyt prostej interpretacyjnie łatki rosyjskiej agresji kolonizatorskiej i odzyskać podmiotowość awangardy. Artysta obserwuje zarazem, że poglądy na przeszłość bardzo się upraszczają[3].

“Keepers of the Museum”, photo collage, black and white print, 2019
“Keepers of the Museum”, photo collage, black and white print, 2019

Strategii wobec niechcianej spuścizny ideologicznej dotyczy fragment wystawy oparty na ekspresjonistycznym filmie Strażnik muzeum w reżyserii Borysa Tiahny. Obraz powstał w Odessie w 1930 roku, u schyłku okresu korienizacji (powrotu do korzeni), czyli polityki sprzyjania kulturom narodowym represjonowanym za czasów carskich; wkrótce w ZSRR miała nastąpić bezwzględna rusyfikacja, w tym systematyczne i masowe mordy twórców kultur narodowych. Strażnik muzeum to niemy film dowodzący niezaprzeczalnej wyższości bolszewizmu nad każdym innym poglądem. Rozmiłowany w nauce dyrektor Muzeum Kultury Ukraińskiej chce się trzymać z daleka od polityki i źle przyjmuje obecność czerwonego komisarza mającego sprawować pieczę nad instytucją. Ostatecznie jednak dochodzi do słusznego propagandowo wniosku, że rewolucja kulturze sprzyja. Film niesie kilka tropów w kontekście ukraińskich debat dekomunizacyjnych. Pod wodzą komisarza krasnoarmiejcy znoszą do muzeum pomniki carów – obok egipskich sarkofagów znajdują swoje miejsce fragmenty rzeźb przedstawiających Mikołaja III, w którym można rozpoznać zniszczony przez bolszewików moskiewski pomnik cara, Katarzyny II czy Piotra I. Forsowana przez Tiahnę teza brzmi zatem: nie niszczyć, lecz muzeifikować. Jeśli pomniki znikną, refleksja nad ich funkcjonowaniem ograniczy się do wąskiego koła entuzjastów, a przyszłym propagandzistom, oby jednak nie nastali, łatwiej będzie wykorzystać te same chwyty.

Jeśli pomniki znikną, refleksja nad ich funkcjonowaniem ograniczy się do wąskiego koła entuzjastów, a przyszłym propagandzistom, oby jednak nie nastali, łatwiej będzie wykorzystać te same chwyty.

Dopełnieniem filmu jest seria prac powstałych na podstawie kadrów ze Strażnika muzeum. Artysta usunął z nich wszystko, pozostawiając jedynie przedstawienia dzieł sztuki. A te często są pozbawione swojego pierwotnego kontekstu. Proces rekonstrukcji i konstruowania znaczeń przybiera momentami niespodziewany obrót. Na przykład słynna fraza Marksa o religii jako opium dla ludu zostaje sparafrazowana przez krasnoarmiejca, który dotykając rzeźby antycznej bogini, wzdycha: takie opium, to ja rozumiem…

Bez piedestału

Mykoła Ridny ujawnia swoją pozycję. Nie jest to wcale łatwy gest. Z dokumentów wynika, że jego pradziadek był oskarżony o zabójstwo co najmniej czterech osób. Ich nazwiska padają w filmie Szare konie. Artysta nie chce jednak ani tragizować, ani upraszczać losów przodka. Taką samą pozycję zajmuje wobec przeszłości swojego kraju. Jest zaangażowany na poziomie indywidualnym – wychodzi od historii swojej rodziny; lokalnym – zajmując się kulturą związaną z Charkowem i jego konfliktami z początku wieków XX i XXI; wspólnotowym – zapraszając do projektu współczesnych anarchistów i milicjantów; i przede wszystkim artystycznym – dając swoim poglądom ramę sztuki zamiast perswazji. Jego prace są niedomknięte, dalekie od jednoznaczności czy ocen. Mają ciężar polityczny. Niosą też ważne przesłanie: problemy, na które odpowiadały utopie sprzed stu lat, nie znikły, lecz ewoluowały, a wybielanie przeszłości nie pomoże w ich rozwiązaniu.

 

[1]               Mykoła Ridny to polska transkrypcja ukraińskiego nazwiska Микола Рідний. Artysta na międzynarodowej scenie posługuje się jego zangielszczoną wersją: Mykola Ridnyi (przyp. red.).

[2]               Por. Krzysztof Pomian, Historia – dziś, w: Historia – dziś. Teoretyczne problemy wiedzy o przeszłości, red. Ewa Domańska, Rafał Strobiecki, Tomasz Wiślicz, Kraków 2014, ss. 19–38.

[3]               Художник Микола Рідний про «Сірих коней» – фільм про свого прадіда харківського анархіста [Artysta Mykoła Ridny o Szarych koniach – filmie o swoim pradziadku anarchiście], wywiad Natalii Humeniuk, dziennikarki hromadskie.ua, z Mykołą Ridnym, online: https://www.youtube.com/watch?v=xce1XHlaZ4E [dostęp: 30.06.2019].

Imprint

See also